Niezwykłe umysły

Niezwykłe umysły

Jak w dziecku rodzi się uczony /*

Od czasu do czasu pomyśl,   

bo organ nieużywany zanika!

 

„Wszyscy jesteśmy potencjalnymi geniuszami. Wszyscy jesteśmy wyekwipowani w ten sam instrument, zbudowany w identyczny sposób. Różnica polega tylko na tym, w jaki sposób ten instrument wykorzystujemy.” – Katarzyna Gozdek-Michaelis

 

„Nie ma genów na bycie przestępcą, nie ma genów na bycie geniuszem.” – Ewa Bartnik

 

To nie geny decydują, czy z nowonarodzonego dziecka wyrośnie genialny uczony. „Wybrańcy bogów”, ludzie będący lokomotywami rozwoju naszej cywilizacji, to nie „odmieńcy” rodzący się z anomaliami w budowie mózgu.

Funkcjonowanie umysłu dostosowuje się do sposobu jego wykorzystywania i zdolności intelektualne są wykształcane i rozwijane tym bardziej, im bardziej używamy naszego „urządzenia do myślenia”.

Mózg człowieka składa się z ok. 10 miliardów neuronów, z których każdy poprzez synapsy łączy się z ok. 10.000 innych. W sumie tych połączeń jest ok. 1015 i to ich ilość i układ decyduje o sprawności umysłowej. Ale ta struktura jest tworzona i ciągle modyfikowana w zależności od tego jak korzystamy z naszego „instrumentu”. Im mózg będzie stale stymulowany i używany, tym będzie tworzył nowe połączenia (podobnie jak ćwiczenia kulturystyczne rozwijają bicepsy).

Oczywiście największe możliwości w tym względzie istnieją w początkowych latach życia, gdy mózg się rozwija (mózg niemowlaka waży ok. 350 gramów, a mózg dorosłego człowieka ok. 1,3 kg), wypełniając się przyswajanymi informacjami i kształtując się w zależności od stawianych przed nim zadań. To środowisko, w którym dziecko dorasta, decyduje o tym, jak się rozwija jego intelekt (a także kształtuje charakter). Te środowisko to przede wszystkim rodzina, a później także szkoła.

Mózg dziecka po urodzeniu jest jak pusta kartka – z łatwością przyjmuje wtedy informacje a tempo ich przetwarzania jest o wiele większe, niż u człowieka dorosłego. Dziecko co najmniej kilkakrotnie przewyższa nas inteligencją i zdolnością do uczenia się.

„Każde dziecko w momencie urodzenia ma większą inteligencję potencjalną niż inteligencja, której używał Leonardo da Vinci”

Glenn Doman – Instytut Osiągania Ludzkich Możliwości w Filadelfii.

Szacuje się, że szybkość przetwarzania informacji przez dzieci w wieku 0 – 5 lat jest tak duża, że odpowiada to inteligencji 500 IQ! Po upływie 5 roku życia, zdolności te drastycznie maleją. Te połączenia neurologiczne, które nie były dotychczas użyte, zanikają bezpowrotnie. Dlatego ważne jest aby już w tych pierwszych latach życia wspomagać rozwój mózgu dziecka, poprzez stwarzanie mu jak najbogatszego środowiska.

Około 10 lat temu stwierdzono, że w mózgu dorosłych ssaków także powstają nowe neurony. Prowadzone są ciągle badania nad tym zjawiskiem (głównie na szczurach). Jak się przypuszcza, w mózgu dorosłego człowieka codziennie powstaje kilka lub kilkanaście tysięcy nowych neuronów. Jednak jeśli nie są one wykorzystywane (nie włączają się w sieć połączeń z innymi neuronami) to po kilku tygodniach obumierają. Ćwiczmy więc nasz umysł i w dorosłym życiu!

Można by się zastanawiać, czy inteligencja nie jest jednak w jakiś sposób uwarunkowana genetycznie, biorąc pod uwagę np. tradycyjny brak osiągnięć Murzynów w dwóch dziedzinach: w nauce oraz w szachach (o szachach będzie jeszcze nie raz – stanowią one wdzięczne pole do analiz m.in. z uwagi na dużą populację ludności objętą klasyfikacją rankingową, dobrze określającą siłę gry).

Wśród wielkich twórców nauki, w tym noblistów, spotykamy przedstawicieli różnych narodowości (pracujących w swoich krajach jak i poza ich granicami, głównie w USA) ale nie Murzynów, mimo, że miliony czarnoskórych są obywatelami USA a wielu mieszka i studiuje w różnych krajach Europy. To chyba jedyna taka grupa ludzi.

Średni IQ u Murzynów jest o ok. 15 punktów niższy niż u białych. Ta różnica ustala się ok. 6 roku życia i aż do dojrzałości utrzymuje się mniej więcej na tym poziomie. To m.in. jest argumentem zwolenników hipotezy genetycznej, uważających, że upośledzenie umysłowe czarnoskórych jest wrodzone, ma podłoże „rasowe” (bo gdyby ta różnica była pochodzenia środowiskowego, to w następnych latach życia, na skutek kumulowania się efektów upośledzenia środowiskowego dzieci murzyńskich, należałoby oczekiwać stopniowego zwiększania się tej różnicy w IQ). Głównym rzecznikiem tej hipotezy w latach 60-tych i 70-tych ub. wieku był znany amerykański psycholog, autor wielu prac, Arthur Jensen.

Dla odmiany np. Indie wydają się być kolebką geniuszy matematyczno-fizycznych. Można tu wymienić chociażby genialnego, przedwcześnie zmarłego, matematyka Srinivasa Ramanujana (funkcje modularne Ramanujana) czy astrofizyka, laureata Nagrody Nobla, Subrahmanyana Chandrasekhara.

Podobnie sytuacja wygląda w szachach. Wystarczy przeglądnąć listę rankingową szachistów publikowaną na stronie FIDE (Międzynarodowa Federacja Szachowa).

Na aktualizowanej co kwartał liście rankingowej FIDE (www.fide.com), umieszczani byli dotychczas tylko szachiści posiadający tytuły lub rankingi międzynarodowe (zmienne). W ostatnim czasie rozpoczęto uzupełnianie listy o pozostałych szachistów (nie posiadających rankingów międzynarodowych), zrzeszonych w poszczególnych federacjach krajowych. Na początek 2009 roku lista obejmuje ok. 200.000 osób, z tego połowa z rankingami międzynarodowymi.

Na liście znajdują się szachiści z różnych krajów afrykańskich, ale raczej nie doszukamy się wśród nich arcymistrzów. Znajdziemy ich natomiast wśród przedstawicieli krajów azjatyckich, w tym wśród Hindusów. Zresztą to Hindus, Viswanathan Anand jest aktualnym (od 2007r.) mistrzem świata!

Myślę jednak, że to zróżnicowanie – przynajmniej w decydującej części – to nie sprawa genów lecz tradycji społeczno-kulturowych i środowisk, w jakich żyją i wychowywane są dzieci w tych krajach. Niewątpliwie medytacyjne filozofie Wschodu sprzyjają doskonaleniu pracy umysłu. Można przypuszczać, że w rodzinach murzyńskich jakieś uwarunkowania środowiska psychospołecznego w okresie wczesnego dzieciństwa (przed 6. rokiem życia) nie stymulują w odpowiednim stopniu rozwoju mózgu i wykształcenia się zdolności intelektualnych. A może jednak Murzyni mają zapisane w genach, że u ich dzieci zamieranie (apoptoza) nieużywanych neuronów następuje szybciej, na przykład po 3 a nie po 5 latach życia?

Podobnie jak z Murzynami, sprawa przedstawia się z kobietami (przepraszam za to porównanie).Wśród twórców nowych teorii w fizyce czy matematyce nie znajdziemy przedstawicielek płci pięknej. Odnosi się to zresztą nie tylko do nauki ale i do twórczych osiągnięć w innych dziedzinach. Wystarczy np. przeglądnąć nazwiska sławnych malarzy czy kompozytorów. Także w szachach kobiety generalnie są słabsze i posiadają nawet odrębną klasyfikację.

Szachistom przyznawane są kategorie i tytuły za uzyskiwane wyniki. Począwszy od najniższej kategorii są to: V, IV, III, II, I, kandydat na mistrza, mistrz krajowy, mistrz międzynarodowy, arcymistrz (pominąłem tu pewne pośrednie stopnie w klasyfikacji międzynarodowej). Poszczególnym kategoriom przyporządkowana jest wartość rankingowa określająca siłę gry. Zawodnicy, którzy nie uzyskali jeszcze żadnej kategorii posiadają ranking równy 1000 (kobiety i mężczyźni). I kategorii u mężczyzn odpowiada ranking 2000, a u kobiet 1800 (tyle samo, co II kategorii męskiej). System punktacji rankingowej jest tak opracowany, że szachista posiadający ranking o 200 pkt. wyższy od przeciwnika, wygrywa z nim średnio w stosunku 8 : 2.

Niemal wszyscy szachiści powyżej I kategorii (i już znaczna liczba pozostałych) objęci są zmienną punktacją rankingową (modyfikowaną co kwartał, w zależności od uzyskiwanych wyników w rozgrywkach podlegających klasyfikacji FIDE). Tym, którzy nie są jeszcze objęci tą punktacją, przypisuje się ranking stały, odpowiadający posiadanej kategorii. Czołówka światowa wg listy ze stycznia 2009r.: 1. Garry Kasparov (Rosja) – 2812, 2. Veselin Topalov (Bułgaria) – 2796, 3. Viswanathan Anand (Indie) – 2791. Wśród kobiet najwyższy ranking posiada Judit Polgar (Węgry) – 2693, a aktualna mistrzyni świata Alexandra Kosteniuk (Rosja) – 2516. Te niższe u kobiet możliwości intelektualne w pewnym stopniu mogą wynikać z fizjologii (kwestia hormonów, mniejsza przeciętna waga mózgu u kobiet). Ale to chyba też nie decydujący powód.

Zwyczajowo już od najmłodszych lat występują różnice w wychowywaniu chłopców i dziewcząt, z nakierowywaniem ich uwagi i zainteresowań (chociażby tylko poprzez inny rodzaj zabawek) na różne sprawy. Generalnie chłopcom umożliwia się bardziej swobodne działanie i rozwój, podczas gdy u dziewcząt wytwarza się przekonanie, że najważniejsze sprawy to nie twórcze działanie, ale wygląd, zachowanie, prezencja (można by powiedzieć, jak to ostatnio uwielbiają powtarzać politycy: PR (public relations) – sprawianie dobrego wrażenia na otoczeniu).

Skutkuje to niewątpliwie odmiennym ukształtowaniem się mechanizmu funkcjonowania umysłu. Te różnice, we wzajemnych kontaktach w środowiskach rówieśników, są utrwalane i pogłębiane w następnych latach.

Już w opublikowanej w 1894 roku książce „Mężczyzna i Kobieta” brytyjski psycholog Havelock Ellis stwierdza, na podstawie przeprowadzonych badań, że kobiety wykazują wyraźną przewagę nad mężczyznami m.in. pod względem pamięci, sprytu, umiejętności udawania …

Przeglądając wyniki finałów corocznych eliminacji Polski do Międzynarodowych Mistrzostw Francji w Grach Matematycznych i Logicznych (www.grymat.im.pwr.wroc.pl) widoczne jest, że w młodszych kategoriach wiekowych (szkoły podstawowe) jest stosunkowo dużo dziewcząt i nierzadko właśnie one są laureatkami. W starszych grupach (licealiści, studenci, dorośli) panie pojawiają się już raczej rzadko i to na dalszych miejscach.

Także w szachach, przy szkoleniu dzieci i młodzieży widać, że wśród przedszkolaków i uczniów szkół podstawowych, dziewczęta nie ustępują chłopcom. Później jednak to się zmienia. Są oczywiście wyjątki, jak trzy siostry Polgar, które od najmłodszych lat były wychowywane przez ojca jako szachistki. Dwie z nich uzyskały tytuł arcymistrza (w kategorii mężczyzn), ale same postanowiły, że będą rywalizować na równi z mężczyznami i tylko szachami się zajmują. Judit osiągnęła ranking plasujący ją w czołówce szachistów. Aktualna mistrzyni świata w szachach, Alexandra Kosteniuk zaczęła zajmować się tą dyscypliną gdy miała 5 lat (pod opieką ojca). Gdy miała 14 lat została najmłodszą arcymistrzynią, a wieku 20 lat zdobyła, jako 10. kobieta w historii, tytuł arcymistrza (w kat. mężczyzn). W 2008r. (w wieku 24 lat) została mistrzynią świata kobiet. Jej ranking (2516) jednak odbiega już od rankingu aktualnego mistrza świata mężczyzn (2791). Ale że jest kobietą (ładną!) to zrozumiałe, że poza szachami myśli też o innych sprawach (PR).

Gdy mowa o kobiecych szachach, to nie wypada nie wspomnieć też o aktualnej pupilce Chńczyków, obecnie 15-letniej Hou Yifan. W 2007r., jako trzynastolatka została najmłodszą w historii mistrzynią swojego kraju (tytuł ten utrzymała w mistrzostwach w 2008r.). Tytuł arcymistrzyni uzyskała w 2007r., a w 2008 roku (w wieku 14 lat, jako najmłodsza kobieta w historii) zdobyła tytuł arcymistrza (w kat. mężczyzn). W mistrzostwach świata kobiet w 2008r. zajęła drugie miejsce, ulegając tylko Alexandrze Kosteniuk.

Jeśli chodzi o wrodzoną inteligencje, to pamiętam nie tak rzadko spotykane stwierdzenia, że mądre dzieci rodzą się częściej ze związków młodych kobiet z mężczyznami, powiedzmy delikatnie, raczej starszymi. Przyznam się, że nie analizowałem nigdy biogramów wielkich ludzi pod tym kątem, ale gdyby dało się tutaj zauważyć jakieś odchylenia od średniej, to nie przypisywałbym tego genom. Powiedziałbym, że to lepsza stymulacja rozwijającego się umysłu dziecka przez rodziców: większa wiedza i doświadczenie a także (a może przede wszystkim) okazywanie przez ojca większej cierpliwości dla ciekawego świata kilkulatka, a z drugiej strony energia i spontaniczność młodej matki.

Każde dziecko posiada już w sobie podstawowy zadatek na uczonego: ciekawość i chęć zrozumienia otaczającego go świata. To te tysiące pytań, zadawane nieustannie przez kilkulatków. Istotne jest aby nie tylko nie tłumić tej ciekawości („Nie zawracaj mi głowy!”, „Zajmij się czymś innym”, itp.) ale wyjaśniać (na ile potrafimy) i starać się jeszcze pobudzać zainteresowanie różnorodnymi zagadnieniami. To leży głównie w gestii rodziców. Szkoły raczej mało sprzyjają rozwojowi młodych talentów: równanie do najsłabszych (najleniwszych), nacisk na „wykuwanie na pamięć” gotowych schematów a nie na samodzielne, twórcze myślenie, itd. To wina i systemu szkolnictwa, i programów nauczania, ale głównie chyba słabej, niestety, kadry nauczycielskiej. Może tak być musi, bo – jak mówią – jeśli ktoś jest specjalistą w danej dziedzinie, to będzie się tym sam zajmował, a nie uczył innych (a może to taka praca, że człowiek odzwyczaja się od myślenia: rok w rok powtarzać to samo kolejnym rocznikom!). To oczywiście, nieco przejaskrawione, generalizowanie. Jak wszędzie, są wyjątki.

 

„Badania pokazują, że różnice w osiągnięciach pomiędzy szkołami są dwa razy mniejsze niż pomiędzy klasami w tej samej szkole. A zatem najważniejszy jest nauczyciel. Jeżeli zależy ci na wykształceniu dziecka, to ważniejsze jest żeby trafiło do dobrego nauczyciela niż do dobrej szkoły.”

Bill Gates w wywiadzie dla „The Times”, styczeń 2009r.

 

Częste są informacje o młodych polskich pasjonatach informatyki, odnoszących sukcesy na międzynarodowej arenie. Te sukcesy to bezsprzecznie przede wszystkim efekt ich zaangażowania i samodzielnej pracy, a nie nauki szkolnej.

Natknąłem się ostatnio na artykuł o uczniu z woj. pomorskiego, który jako gimnazjalista uzyskał certyfikat „Microsoft Certified Proffessional” i w krótkim czasie 5 dalszych. Z informatyki w gimnazjum otrzymywał z ledwością czwórkę, gdyż wg nauczycielki tego przedmiotu (będącej „po przeszkoleniu informatycznym„!) podchodził do zagadnień po swojemu („szedł na skróty„), a nie tak jak ją nauczono na przeszkoleniu.

Każda dziedzina wiedzy jest na swój sposób ciekawa i w każdej można doszukać się wielu interesujących rzeczy. Od nauczyciela zależy, czy potrafi rozbudzić ciekawość uczniów.

Murray Gell-Mann, fizyk teoretyk – nagroda Nobla za prace nad teorią kwarków (to on nadał nazwę „kwark” tym najmniejszym cząstkom), chciał studiować archeologię albo językoznawstwo (ojciec, imigrant z Austro-Wegier, prowadził niewielką szkołę językową). Ojciec zasugerował mu aby poszedł na fizykę.

„Zwróciłem mu uwagę, że miałem zajęcia z fizyki w Columbia Grammar i były to nie tylko najnudniejsze lekcje ze wszystkich, ale także jedyne, które marnie zaliczyłem. Polegały na nauczeniu się na pamięć siedmiu rodzajów maszyn prostych, potem trochę pouczyliśmy się o cieple, świetle, elektryczności, magnetyzmie, ruchu falowym, mechanice itd. – przy czym nie pojawiła się nawet najmniejsza sugestia, że zjawiska te mogą być ze sobą jakoś powiązane. /…/ Pomyślałem sobie, że zrobię ojcu przyjemność …”.

I dobrze, że młody Gell-Mann posłuchał ojca.

W historii nauki (szczególnie w fizyce) wiele znanych nazwisk poprzedzonych jest tytułami: lord, książę, sir itp. Ich rodziców stać chyba było aby angażować dla swoich pociech dobrych, prywatnych nauczycieli. Gdyby te dzieciaki chodziły do publicznej szkoły to nasza wiedza naukowa byłaby dzisiaj o wiele uboższa.

Poza tym – czy to prywatni nauczyciele, czy tylko guwernantki – byli oni angażowani wcześniej, a nie dopiero od 7. roku życia dziecka.

Jedno z moich najstarszych wspomnień to gdy jako pięcioletni chłopiec, bawiąc się na podłodze, przysłuchiwałem się jak mama pomagała w odrabianiu lekcji mojemu starszemu bratu. Bardzo mnie zaciekawiły te „dodać”, „odjąć” itd., ale jako nieśmiałe dziecko nie odważyłem się nigdy przeszkadzać swoimi pytaniami i próbowałem sam domyślać się o co w tym chodzi. Dość szybko zrozumiałem na czym polega dodawanie i odejmowanie a także nauczyłem się nazw poszczególnych liczb (jak się je zapisuje to nie wiedziałem, bo nie podglądałem).

Problemy miałem z mnożeniem, bo nie mogłem rozszyfrować znaczenia zwrotu typu „dwa razy trzy” (teraz to się wydaje śmieszne, ale wtedy skąd miałem wiedzieć że ludzie stosują takie „skomplikowane” manipulacje liczbami). Dopiero po kilku „lekcjach” dokonałem odkrycia, że w tym zwrocie opuszczone jest po prostu słowo „po” i powinno się to rozumieć jako „dwa razy po trzy”. Oczywiście przy następnych okazjach testowałem swoją hipotezę i byłem uszczęśliwiony, że jest „zgodna z doświadczeniem”. Ale byłem dumny! Żałowałem tylko, że sam nie mogę jeszcze chodzić do szkoły.

Zrozumiałe, że aby osiągnąć sukces w jakiejś dziedzinie, trzeba w to włożyć dużo pracy. Bez pracy żaden talent się nie rozwinie.

 

W oparciu o liczne badania prowadzone przez psychologów od szeregu lat, przyjmuje się generalnie taki pogląd, jak to przedstawia neurolog Daniel Levitin: „… aby osiągnąć poziom biegłości odpowiadający klasie światowej w dowolnej dziedzinie, należy zaliczyć 10 tysięcy godzin ćwiczeń. W licznych badaniach z udziałem kompozytorów, koszykarzy, pisarzy, łyżwiarzy, pianistów koncertowych, szachistów, słynnych przestępców i innych liczba ta pojawia się nieustannie. 10 tys. godzin ćwiczeń odpowiada w przybliżeniu trzem godzinom ćwiczeń dziennie, albo 20 godzinom tygodniowo przez 10 lat. (…) Wydaje się, że nasz mózg potrzebuje tak długiego czasu aby przyswoić sobie wszystko co należy i osiągnąć prawdziwą biegłość w danej dziedzinie.

 

Praktycznie każde przeciętne dziecko może w przyszłości odnosić sukcesy w szachach. To nie musi być 5- czy 10-latek wyróżniający się na tle rówieśników. Ale musi być tym zainteresowany i chcieć poświęcać dziesiątki godzin na naukę gry, treningi, turnieje. I musi być ktoś (rodzice, trenerzy), kto przynajmniej w początkowej fazie pomoże w pokonywaniu trudności i rozwijaniu umiejętności.

Podobnie zresztą jest w wielu dyscyplinach sportu, np. w tenisie. Agnieszka i Urszula Radwańskie nie miały przekazanych w genach specjalnych, „magicznych” uzdolnień do posługiwania się rakietą, mimo, że pochodzą ze sportowej rodziny a ojciec też był tenisistą. To po prostu mnóstwo włożonej pracy, pod kierunkiem ojca-trenera, począwszy od ich najmłodszych lat. Agnieszka swój pierwszy, dziecięcy turniej wygrała, gdy miała 6 lat. 4-letnia Urszula zajęła w tym samym turnieju 4. miejsce. Od tego czasu zaczęły się już regularne treningi.

O tenisie wspomniałem nie tylko ze względu na elegancję tej dyscypliny sportu oraz ładne i sympatyczne przedstawicielki. Wiadomo, że po latach największych osiągnięć, możliwości fizyczne organizmu zaczną niestety kiedyś maleć i nawet zwiększanie ilości treningów nie pozwoli na uzyskiwanie takich wyników jak wcześniej. Podobnie jest w karierze naukowej. Wielcy fizycy swych największych osiągnięć dokonali przed ukończeniem trzydziestego roku życia, gdy ich umysły nie były jeszcze zbytnio „zaśmiecone” informacjami nie związanymi z uprawianą przez nich dziedziną nauki.

Werner Heisenberg i Paul Adrien Maurice Dirac pojechali do Sztokholmu po Nagrodę Nobla w towarzystwie swych mam!

W miarę upływu lat, szybkość przetwarzania informacji przez mózg maleje i umysł nie dostosowuje się tak szybko do stawianych przed nim zadań, staje się mniej „elastyczny”. Dlatego ważne jest aby już od najmłodszych lat stymulować odpowiednio rozwój intelektualny dziecka, chociażby poprzez odpowiednie zabawy i gry.

Między innymi szachy są jak najbardziej wskazane dla kilkuletnich dzieci, bez względu na to, czy będą kontynuować tę dyscyplinę w przyszłości. Rozwija im to wyobraźnię i umiejętność przewidywania a także uczy skupienia oraz solidności i dokładności (jedno nieprzemyślane posunięcie może „położyć” dobrą partię!).

Spotykane są nie tak rzadko twierdzenia, że gra w szachy to domena „umysłów ścisłych”. Ten „umysł ścisły” to po prostu właśnie solidność i dokładność w rozumowaniu, a te cechy powinny przecież charakteryzować każde nasze działanie, w tym także procesy myślowe.

Przyjęło się u nas używać określenia „nauki ścisłe”. Metoda naukowa już z definicji powinna być ścisła i te dziedziny „twórczości”, które nie są ścisłe nie powinny być podciągane pod miano nauki (w kulturze zachodniej w dyspozycji jest słowo „science” dla określenia Nauki). Nie tak dawno częste były ogłoszenia, że poszukiwani są na jakieś stanowisko pracownicy ze zdolnością logicznego myślenia. Przestały się pojawiać, gdyż dociekliwi bardzo byli zaintrygowani tym, jak myślą pracownicy na pozostałych stanowiskach w danej firmie … W historii gry w szachy wymienianych jest wielu wybitnych ludzi, którzy z zamiłowaniem oddawali się „królewskiej grze” (zachowały się nawet zapisy licznych, rozegranych przez nich partii). Są wśród nich m.in. filozofowie, politycy, pisarze, muzycy jak np. Denis Diderot, Jean Jacques Rousseau, Francois Voltaire, Napoleon, Karol Marks, Lenin, Józef Piłsudski, Jan Kochanowski (napisał poemat „Szachy”), Ignacy Krasicki, Adam Mickiewicz, Lew Tołstoj, Iwan Turgieniew, Stefan Żeromski, Bolesław Prus, Henryk Sienkiewicz, Richard Strauss i inni.

Znaczące, że wielu pisarzy lubiło tę grę. Być może to sprawa silnie rozwiniętej wyobraźni. Rzadziej spotykane są nazwiska wybitnych fizyków czy matematyków; można przypuszczać, że to brak czasu nie pozwalał im na przesiadywanie przy szachownicy.

Pamiętamy sprzed kilkunastu lat (była to era popularności komputerów Atari i Commodore) edukacyjny język programowania LOGO, nazwany tak przez jego projektanta Seymoura Paperta i opisany w książce „Mindstorms”. Chodzi w nim o to, aby nawet małe dzieci czynnie uczyć geometrii i matematyki poprzez samodzielne programowanie komputera.

Jak pisze Papert „w mojej koncepcji dziecko samo programuje komputer i przez to nabywa poczucia panowania nad elementem najnowocześniejszej, potężnej technologii oraz nawiązuje bliski kontakt z niektórymi głębokimi ideami z dziedziny nauki, matematyki oraz sztuki budowania modeli pojęciowych.”

Papert nazywa swojego żółwia (trójkącik rysujący na ekranie figury) „przedmiotem do wspólnego myślenia”(object-to-think-with).

 

Pozwólmy dzieciom myśleć!

 

Zapożyczono tytuł książki Johna Brockmana (wydanie polskie Prószyński i Sp-ka, 2004 r.)

Jan Nowakowski, 2009

 

Źródło: www.jknow.republika.pl